Awantura o kotleta, podejrzana w lodówce... Najdziwniejsze i najśmieszniejsze interwencje policji w woj. śląskim

Katarzyna Kapusta-Gruchlik
Katarzyna Kapusta-Gruchlik

Wideo

Udostępnij:
Narkotyki w sejfie w mroźni, poszukiwana ukrywająca się w lodówce czy tropienie psa, przegryzającego opony samochodów. Policjanci ze śląskiego garnizonu na co dzień są świadkami nietypowych czasami bardzo zabawnych wykroczeń. Dziś przypominamy najdziwniejsze i najbardziej zabawne interwencje policji.

Najdziwniejsze i najśmieszniejsze interwencje policji

W polskiej Policji służy prawie 99 tysięcy policjantów. Blisko 12 tysięcy zatrudnionych jest w śląskim garnizonie - jednym z największych w kraju.

- Policjantem jest się 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i to nie jest praca. To jest służba. To słowo „służba” będzie się pojawiało przez cały okres waszej aktywności zawodowej w mundurze. (...) Jest to słowo klucz, które pozwoli wam zrozumieć, na czym polega to poświęcenie i jak wielkie jest to poświęcenie - mówił podczas ślubowania nowych policjantów wkraczających do pracy w policji insp. Roman Rabsztyn, komendant Wojewódzki Policji w Katowicach.

Co w sytuacji, kiedy wśród trudnych interwencji, pojawiają się wezwania, podczas których policjanci łapią się za głowy lub powstrzymują ze śmiechu?

Funkcjonariusze śląskiej policji ścigali już złodzieja sukien ślubnych, kobietę, która ukryła się przed nimi w lodówce, a także psa, który przegryzał opony. W trakcie swoich działań byli świadkami nietypowych wykroczeń, jak na przykład przejazd kombajnu przez autostradę. Mężczyznę, który ukradł dostawcy trzy kebaby, a w Gliwicach natrafili na 100- letni pocisk, który w szopie przechowywał przez lata mieszkaniec gminy Rudziniec. Po jego śmierci, na znalezisko natrafiła rodzina. Był to szrapnel z czasów I wojny światowej. Pocisk artyleryjski, w doskonałym jak na 100 lat stanie.

Sosnowieccy kryminalni z pewnością byli zaskoczeni, gdy otworzyli lodówkę 26-letniego mężczyzny tuż po jego zatrzymaniu. 26-latek w lodówce ukrył sejf, a w nim, oprócz 2,5 kilograma narkotyków, przechowywał także sztabki złota i kolekcjonerskie monety.

Ponad promil alkoholu w organizmie miał kierowca, który przyjechał zatankować samochód na stację benzynową i...zasnął oparty o kierownicę pojazdu. Jego zachowanie na tyle zaniepokoiło personel stacji paliw, że ten postanowił powiadomić mundurowych. Kiedy policjanci dobudzili mężczyznę, "uderzyła" ich silna woń alkoholu.

Jechała ze znakiem drogowym wbitym w podwozie

Historia tego zdarzenia swój początek miała na terenie Katowic. To tam na ulicy Grota Roweckiego doszło do kolizji. Kierująca mercedesem utraciła panowanie nad pojazdem, zjechała z drogi i ścięła znak ograniczenia prędkości. Nie bacząc jednak na spowodowane szkody, kobieta kontynuowała jazdę. Przed 23.00 do dyżurnego mikołowskiej komendy trafiło zgłoszenie świadka, który jadąc za osobowym mercedesem w kierunku centrum Mikołowa, wyraził niepokój co do stanu trzeźwości kierującego tym pojazdem. Zgłaszający poinformował, że do auta przyczepiony jest jakiś metalowy element.

Podejrzanego kierowcę mercedesa udało się namierzyć i zatrzymać na terenie Łazisk Górnych. 53-letnia kobieta miała w organizmie 2 promile alkoholu, a do podwozia jej auta przyczepiony był element znaku drogowego.

Byli też tacy śmiałkowie, którzy próbowali okraść sklep w obecności patrolu policji. W innej części województwa policjanci z wydziału prewencji w Częstochowie podjęli pościg za dwoma mężczyznami, którzy na ich widok wsiedli na rowery i zaczęli uciekać. Pościg był o tyle nietypowy, że mundurowi nie siedzieli w radiowozie tylko na... służbowych wierzchowcach. Konie okazały się szybsze od rowerzystów. Po zatrzymaniu mężczyzn, policjanci u jednego z nich znaleźli narkotyki.

W ostatnim czasie policjanci z wydziału kryminalnego myszkowskiej komendy zatrzymali 22-latka, który włamał się do budynku. Sprawca na miejscu przestępstwa, oprócz śladów, zostawił też... swój portfel z dokumentami.

Bo kotlet był spalony

20 lipca mieszkanka Jastrzębia - Zdroju zadzwoniła na policyjny telefon alarmowy. Jak się później okazało, chodziło o spalonego kotleta. - Oficer dyżurny jastrzębskiej komendy odebrał telefoniczne zgłoszenie od mieszkanki ulicy Turystycznej, proszącej o interwencję policji, gdyż jej partner wszczął awanturę - relacjonuje przebieg zdarzeń na policyjnej stronie asp. Halina Semik, oficer prasowe jastrzębskiej komendy.

Gdy policjanci dotarli na miejsce, okazało się, że awantury nie było. Kobieta wyjaśniła policjantom, że chciała wraz z nimi pośmiać się z partnera, który przypalił kotleta. Za bezpodstawne wezwanie policji, kobietę ukarano mandatem.

Całkiem niedawno 37-letni mieszkaniec powiatu żywieckiego zgłosił na policję kradzież 500 złotych. Jak się jednak okazało, do kradzieży nie doszło, a mężczyzna zapomniał, gdzie je wcześniej schował.

Nie tylko śląskim policjantom zdarzają się nietypowe interwencje. Szwajcarska policja w 2016 roku zatrzymała 25-latka za przekroczenie prędkości. Jechał do sądu na przesłuchanie autem z kradzionymi tablicami rejestracyjnymi. Zaraz po złożeniu zeznań został aresztowany. Szwajcarscy policjanci wyważali też drzwi do mieszkania, w którym dwuletnie dziecko zamknęło na balkonie opiekującą się nim babcię.

Materiał oryginalny: Awantura o kotleta, podejrzana w lodówce... Najdziwniejsze i najśmieszniejsze interwencje policji w woj. śląskim - śląskie Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie